Zamiast leczenia i opieki prawdziwy koszmar. - Pacjenci byli niedopilnowani. Bywało, że pielęgniarka miała dyżur 48 godzin - słyszymy.
- Babcia była dla mnie najważniejszą osobą w życiu, moją najlepszą przyjaciółką. W zasadzie wychowywała mnie, przez długi okres zastępowała mi mamę – mówi pani Urszula.
- Od czasu, kiedy lekarze wykryli u babci cukrzycę zaczęła podupadać na zdrowiu – opowiada kobieta.
Prywatny zakład opiekuńczo-leczniczy
Babcia pani Urszuli wymagała opieki całodobowej, dlatego wnuczka z narzeczonym umieścili seniorkę prywatnym zakładzie opiekuńczo-leczniczym zlokalizowanym na obrzeżach Warszawy.
- Pewnego razu pojechaliśmy tam i zastaliśmy babcię leżącą w łóżku w stanie agonalnym. Wyglądała bardzo źle. Była zlana potem i poskręcana – opowiada pani Urszula. I dodaje: - Pielęgniarka powiedziała, że ona tak wygląda, bo w pokoju jest duszno. Poprosiłam ją, by zmierzyła babci cukier. Glukometr pokazał 492 cukru, czyli hiperglikemię.
Karetka pogotowia przewiozła starszą kobietą do szpitala. Tam lekarze ustabilizowali jej stan, ale stwierdzili odleżyny na piętach. Zwrócili też uwagę na wyniszczenie organizmu.
- W szpitalu słyszymy: „Kto wam tak rozjechał babcię?”. I cukrowo, i była niedożywiona klinicznie, niedowodniona. Wyglądała strasznie – wspomina narzeczony pani Urszuli.
Babcia pani Urszuli wróciła ze szpitala do ośrodka. Wnuczka z narzeczonym poprosili dyrektorkę placówki, aby personel przekazywał wszystkie istotne informacje na temat stanu zdrowia babci. Jednak mimo to po niedługim czasie okazało się, że seniorka ma nową odleżynę i w stanie tak zaawansowanym, że konieczna jest amputacja palca.
- Finalnie okazało się, że babcia nie może mieć amputowanego samego palca tylko musi mieć amputowaną całą nogę, bo nie ma krążenia – mówi pani Urszula.
Babci pani Urszuli udało się przeżyć poważną operację amputacji. Wróciła do ośrodka, ale na krótko. Znowu trafia do szpitala, tym razem z zapaleniem płuc. Niestety zmarła.
Historia ojca pani Agnieszki
O tym, że w tym ośrodku podopieczni nie są odpowiednio zaopiekowani, przekonana jest również pani Agnieszka, która umieściła tam swojego ojca.
- Bardzo zależało mi na tym, żeby tata miał całodobową opiekę. Był osobą sparaliżowaną, więc niesamodzielną – tłumaczy pani Agnieszka.
- Mówiono nam, że z racji, że się nie rusza, to traci na wadze. Ale on był po prostu niedopajany i niedożywiony. Był wiecznie głodny i za każdym razem prosił o jedzenie. Były nawet sytuacje, kiedy jadł ciastka w sreberku czy banany w skórce – wspomina nasza rozmówczyni.
- Na koniec przeżyłam szok. Ludzie z pokoju obok poinformowali mnie, że trzeba przyjechać, bo tata jest w stanie krytycznym. Nikt tam nie wezwał pogotowia. Naciskałam, by wezwać karetkę, ale myślę, że ona została wezwana za późno – ocenia pani Agnieszka.
Z jej relacji wynika, że w szpitalu u jej taty stwierdzono zapalenie płuc, niedożywienie i odwodnienie.
- Tata zmarł tego samego dnia – ubolewa kobieta.
Co mówi była pracownica ośrodka?
Ośrodek funkcjonuje jako zakład opiekuńczo-leczniczy, który ma podpisaną umowę z NFZ. Średnio przebywa tam około 130 podopiecznych. Ponad 2 lata pracowała tam pielęgniarka, która zgodziła się z nami porozmawiać pod warunkiem zachowania jej anonimowości.
- Pacjenci są niedopilnowani. Są sytuacje, gdzie pacjenci powinni być wysyłani do szpitala, a tego nie robili – opowiada nasza rozmówczyni.
- Nieraz pielęgniarka miała dyżur 48 godzin albo 50 i była przemęczona. Tam nie ma personelu. A wiadomo, że jak personel jest przemęczony, to nie jest wydajny – dodaje kobieta.
➡️ Więcej reportaży tutaj: https://uwaga.tvn.pl/reportaze/zamiast-leczenia-i-opieki-koszmar-pacjenci-sa-niedopilnowani-st8838085
➡️ Oglądaj UWAGĘ! od poniedziałku do czwartku o godz. 19.55, a w piątek o 19:50
➡️ Subskrybuj: https://www.youtube.com/user/UwagaTVN?sub_confirmation=1
➡️ Skontaktuj się z nami: https://www.youtube.com/watch?v=zKWq4qim1tQ
#uwagatvn #tvn #playerpl
- Babcia była dla mnie najważniejszą osobą w życiu, moją najlepszą przyjaciółką. W zasadzie wychowywała mnie, przez długi okres zastępowała mi mamę – mówi pani Urszula.
- Od czasu, kiedy lekarze wykryli u babci cukrzycę zaczęła podupadać na zdrowiu – opowiada kobieta.
Prywatny zakład opiekuńczo-leczniczy
Babcia pani Urszuli wymagała opieki całodobowej, dlatego wnuczka z narzeczonym umieścili seniorkę prywatnym zakładzie opiekuńczo-leczniczym zlokalizowanym na obrzeżach Warszawy.
- Pewnego razu pojechaliśmy tam i zastaliśmy babcię leżącą w łóżku w stanie agonalnym. Wyglądała bardzo źle. Była zlana potem i poskręcana – opowiada pani Urszula. I dodaje: - Pielęgniarka powiedziała, że ona tak wygląda, bo w pokoju jest duszno. Poprosiłam ją, by zmierzyła babci cukier. Glukometr pokazał 492 cukru, czyli hiperglikemię.
Karetka pogotowia przewiozła starszą kobietą do szpitala. Tam lekarze ustabilizowali jej stan, ale stwierdzili odleżyny na piętach. Zwrócili też uwagę na wyniszczenie organizmu.
- W szpitalu słyszymy: „Kto wam tak rozjechał babcię?”. I cukrowo, i była niedożywiona klinicznie, niedowodniona. Wyglądała strasznie – wspomina narzeczony pani Urszuli.
Babcia pani Urszuli wróciła ze szpitala do ośrodka. Wnuczka z narzeczonym poprosili dyrektorkę placówki, aby personel przekazywał wszystkie istotne informacje na temat stanu zdrowia babci. Jednak mimo to po niedługim czasie okazało się, że seniorka ma nową odleżynę i w stanie tak zaawansowanym, że konieczna jest amputacja palca.
- Finalnie okazało się, że babcia nie może mieć amputowanego samego palca tylko musi mieć amputowaną całą nogę, bo nie ma krążenia – mówi pani Urszula.
Babci pani Urszuli udało się przeżyć poważną operację amputacji. Wróciła do ośrodka, ale na krótko. Znowu trafia do szpitala, tym razem z zapaleniem płuc. Niestety zmarła.
Historia ojca pani Agnieszki
O tym, że w tym ośrodku podopieczni nie są odpowiednio zaopiekowani, przekonana jest również pani Agnieszka, która umieściła tam swojego ojca.
- Bardzo zależało mi na tym, żeby tata miał całodobową opiekę. Był osobą sparaliżowaną, więc niesamodzielną – tłumaczy pani Agnieszka.
- Mówiono nam, że z racji, że się nie rusza, to traci na wadze. Ale on był po prostu niedopajany i niedożywiony. Był wiecznie głodny i za każdym razem prosił o jedzenie. Były nawet sytuacje, kiedy jadł ciastka w sreberku czy banany w skórce – wspomina nasza rozmówczyni.
- Na koniec przeżyłam szok. Ludzie z pokoju obok poinformowali mnie, że trzeba przyjechać, bo tata jest w stanie krytycznym. Nikt tam nie wezwał pogotowia. Naciskałam, by wezwać karetkę, ale myślę, że ona została wezwana za późno – ocenia pani Agnieszka.
Z jej relacji wynika, że w szpitalu u jej taty stwierdzono zapalenie płuc, niedożywienie i odwodnienie.
- Tata zmarł tego samego dnia – ubolewa kobieta.
Co mówi była pracownica ośrodka?
Ośrodek funkcjonuje jako zakład opiekuńczo-leczniczy, który ma podpisaną umowę z NFZ. Średnio przebywa tam około 130 podopiecznych. Ponad 2 lata pracowała tam pielęgniarka, która zgodziła się z nami porozmawiać pod warunkiem zachowania jej anonimowości.
- Pacjenci są niedopilnowani. Są sytuacje, gdzie pacjenci powinni być wysyłani do szpitala, a tego nie robili – opowiada nasza rozmówczyni.
- Nieraz pielęgniarka miała dyżur 48 godzin albo 50 i była przemęczona. Tam nie ma personelu. A wiadomo, że jak personel jest przemęczony, to nie jest wydajny – dodaje kobieta.
➡️ Więcej reportaży tutaj: https://uwaga.tvn.pl/reportaze/zamiast-leczenia-i-opieki-koszmar-pacjenci-sa-niedopilnowani-st8838085
➡️ Oglądaj UWAGĘ! od poniedziałku do czwartku o godz. 19.55, a w piątek o 19:50
➡️ Subskrybuj: https://www.youtube.com/user/UwagaTVN?sub_confirmation=1
➡️ Skontaktuj się z nami: https://www.youtube.com/watch?v=zKWq4qim1tQ
#uwagatvn #tvn #playerpl
- Kategorie
- UWAGA TVN
- Tagi
- Uwaga, ludzie, tematy społeczne
